W poradniku opisuję jak wybrać miejsce do nielegalnej uprawy konopi. Hodowla marihuany jest w Polsce karalna, o czym growerzy muszą pamiętać. Z mojego doświadczenia wynika, że udane zbiory można uzyskać nawet z poletka położonego w średniej wielkości mieście, kilkanaście metrów od ścieżki, po której spacerują ludzie wyprowadzający psy.

Wstęp

Najpowszechniejszą, a zarazem – paradoksalnie – najlepszą poradą, jaką można na ten temat znaleźć na forach internetowych, jest unikanie miejsc, w których zastaniemy śmieci pozostawione przez ludzi. Wielu z nas może wydać się to niemożliwe, kojarzymy bowiem zdjęcia odległych pustyń czy trudno dostępnych rejonów górskich, na których ścieżkach znajdziemy odpady, których się absolutnie w takich miejscach nie spodziewaliśmy. Do takiego rozumowania wkrada się jednak koszmarny błąd: nikt nie oczekuje, że naszego spota umiejscowimy wprost przy szlaku turystycznym! Nie chodzi tutaj przecież o śmieci jako takie, ale o obecność ludzi. Powinno się to wydawać oczywiste, sam jednak widziałem amatorów (w negatywnym znaczeniu tego słowa), którzy kierowali się chyba rozumowaniem w stylu co ma być to będzie, a tak w ogóle to pod latarnią najciemniej. Latarnia faktycznie była niedaleko, a ja bez problemu rozpoznałem trzy słoiki – substytut doniczek – z konopiami we wczesnej fazie wzrostu pozostawionymi tuż przy drodze (naprawdę nie wiem, co trzeba mieć w bani, aby zachowywać się w ten sposób). Wracając do śmieci: część z nich może zostać naniesiona przez wiatr. Inne zaś mogą być jedynie pamiątką po melanżu sprzed wielu lat. Czasami spotkać można osoby, które żyją we własnym świecie, np. takim, w którym ktoś tylko czekał na możliwość porzucenia w dane miejsce puszek po piwie, którego nie produkują od dawien dawna. Tak swoją drogą, znam faceta, który twierdził, że ludzie specjalnie wypuszczają na jego drodze czarne koty i chyba mówił poważnie (na jego schematy poznawcze z pewnością wpłynęło uzależnienie od amfetaminy). W każdym razie możesz mi wierzyć: pusta pucha po mocnym Wojaku, którą możesz znaleźć w krzakach nieopodal, nie jest elementem prowokacji tajniaków.

Tak więc podstawowa zasada osoby szukającej miejsca do uprawy konopi brzmi: unikaj miejsc, które mogą być odwiedzane przez ludzi z jakiegokolwiek konkretnego powodu. Pisząc o konkretnym powodzie mam tutaj na myśli m.in. miejsca służące jako skróty, punkty wypalania kabli w okolicach skupów złomu czy miejsca, co do których utarło się, że są odwiedzane w celu grillowania czy uskuteczniania innej formy spędzania wolnego czasu. Ostatni rozdział Kodeksu wykroczeń podsuwa nam ponad dwadzieścia przykładów czynności, które ludzie mogą chcieć zrobić tam, gdzie my chcemy sadzić konopie – począwszy od wyrębu gałęzi, skończywszy na puszczaniu psa luzem (nie wspominając o tym, że niektórzy po prostu kradną piasek). Chodzi tutaj głównie o wszelkiej maści zbieraczy, ale również śmieciarzy oraz zwykłych wandali. Wiele osób może mieć wiele powodów, aby pójść dokładnie tam, gdzie Ty, zwłaszcza jeśli idziesz już wydeptaną ścieżką. Dlatego też staraj się wybrać kilka dróg na spota – pewnie i tak zostaną one wyraźnie odciśnięte, ale skoro można zmniejszyć prawdopodobieństwo niebezpieczeństwo, to dlaczego tego nie zrobić? Dzięki temu przy okazji poznasz potencjalne drogi ucieczki. Odpowiednie spreparowanie ścieżek (tak, aby wyglądały na wydeptane przez lokalne zwierzęta) może sprawić, że ewentualni intruzi zostaną przez nas, mniej lub bardziej dosłownie, wywiedzeni w pole. Jeśli ty gdzieś trafiłeś, to na pewno znalazłaby się osoba, która potrafiłaby dokonać tego samego, ale musisz odpowiedzieć sobie na pytanie: w jakim celu miałaby to zrobić? Ty robisz to, bo chcesz się z czymś i przed kimś ukryć, więc zależy Ci na miejscu, które będzie dobrze zakrywało ciebie i twoje rośliny. Filmowcy szukający plenerów do filmu pornograficznego zazwyczaj też chcą być zakryci, ale zakładamy, że nie będą aż tak zdeterminowani, aby pójść o jeszcze jedne zarośla dalej – ty powinieneś (aż mi się pierwsza powieść Żulczyka przypomniała).

Przystanek Woodstock to raczej nie jest dobre miejsce do uprawy konopi (fot. Ralfa Lotysy pt. 2015 Woodstock 076 śmieci na licencji CC BY 4.0)

Internauci lubią powtarzać wiele zasad o charakterze absolutnym. Dla przykładu: jeśli w zasięgu wzroku widzisz zabudowania, to na pewno jest to zła miejscówka. Problem w tym, że nie każdy grower mieszka na wsi, gdzie jedyny punkt handlowy czynny jest od poniedziałku do piątku w godzinach 09:30-15:00, tzn. na kompletnym zadupiu, gdzie policjant pojawił się ostatni raz trzy lata temu, bo akurat przejeżdżał, zmierzając do sąsiedniej gminy na wesele szwagra. Jeśli jakiekolwiek ślady bytowania ludzi nie mogą być widoczne aż po linię horyzontu, to wiele osób, które na co dzień funkcjonują kilkadziesiąt kilometrów od takich terenów, ma poważny problem. Nie jesteśmy jednak skazani na pomoc ludzi rzucających teksty w stylu: widocznie nie masz szans na uprawę ziółka; na pewno Cię złapią. Chodź, sprzedam Ci dobrą maczankę; już sobie nawet przyciąłem, hehuhehe. Oczywiście, że nie jesteśmy! Każdy przecież jakoś sobie radzi. Kolejna uwaga: możesz myśleć, że twój spot jest zajebisty, bo każdy już zapomniał o polance, na której Marylka czy inna Mariolka połykała każdemu, kto ładnie poprosił. A potem okazuje się, że Kazió od dawna przyprowadza tam kozy lub Pawełek z ziombelami od dawna popijają tam Sternika i w końcu wpadli na ten sam pomysł co Ty, o czym dowiadujesz się, kiedy przynosisz swoje sadzonki i widzisz Pawełka z ziombelkami i ich sadzonkami w czasie popijania Sternika. Cóż…

Kiedy?

Poszukiwanie spotów powinniśmy zacząć bardzo wcześnie. Byłoby idealnie, gdybyśmy upatrzyli sobie naszego spota już rok wcześniej (maksymalnie do końca lata roku poprzedzającego rok wysiewu). Wiem, że może być to problemem dla growerów, którzy czytają ten tekst, mając na parapecie już wykiełkowane rośliny, ale tylko w ten sposób jesteśmy w stanie sprawdzić jak nasz spot „zachowuje się” w sezonie uprawnym. Internauci często radzą rozpocząć poszukiwania przedwiośniem, ale drzewa są wtedy jeszcze pozbawione liści lub jest ich bardzo mało, stąd nie wiadomo czy nie będą one za kilka miesięcy utrudniały poszczególnym roślinom wolnego dostępu do światła słonecznego, którego powinno być jak najwięcej. Niektórzy mogą uznać to za fanaberię, ale jestem przeciwny przycinaniu oraz zrywaniu krzewów, które zostały uznane za przeszkodę. Dlatego szukając miejsca na spota, szukaj dobrze zamaskowanych przerw w roślinności. Jeśli wyboru dokonasz jesienią, masz jeszcze czas na nawożenie gleby pod przyszłą uprawę.

Wybór na ostatnią chwilę ma tę wadę, że jest wyborem pod przymusem (przymusem czasu). Wybór z dużym wyprzedzeniem może skończyć się tak jak moje luźne plany sprzed kilku lat: zonkiem spowodowanym potężną rozbudową drogi wojewódzkiej. To akurat dało się łatwo przewidzieć (choć nie podejrzewałbym aż takiego rozmachu tej inwestycji), więc za moje zaniedbanie mogę winić wyłącznie siebie. Trudniej było przewidzieć, że mój pierwszy spot – teren, który od zawsze po prostu sobie był (a wraz z nim lisy, bażanty i co najmniej jedna sarna, nie wspominając już o ptakach i owadach) zostanie tuż przed następnym sezonem wykarczowany i zrównany z ziemią, aby w tym samym postawić reklamę informującą o sprzedaży bądź wynajmie gruntu (ech, smuteczek…).

Gdzie?

Wiemy jakie cechy powinna posiadać pożądana przez nas miejscówka, ale czy w naszej okolicy takowa istnieje, a jeśli tak, to gdzie jej szukać? W rzeczywistości żadna miejscówka nie czeka na nas – to my sami musimy nadać pewnemu miejscu status spota. I o to w tym wszystkim tak naprawdę chodzi.

Współczesną przeszkodą jest niewątpliwie urbanizacja terenów administracyjnie określanych jako wieś. Jadąc z miasta do miasta, coraz rzadziej widzimy po obu stronach jezdni zwierzęta gospodarskie lub uprawy zboża. Coraz częściej na miejscu idealnych spotów wyrastają osiedla domów jednorodzinnych, których przyszli właściciele będą narzekać na to, że zamiast sielanki zastali słaby zasięg internetu mobilnego. A co dzieje się w mieście? Miasta się rozrastają. Nawet jeśli dany obszar nie znajdzie się w zainteresowaniu deweloperów przez najbliższe lata, to z pewnością zostanie zauważony przez rowerzystów lub biegaczy (albo uczniów szukającą miejsca na spożywanie napojów na bazie piwa). Strońmy od mentalności kuchenki mikrofalowej. Porzucenie planów tylko dlatego, że nie można ich zrealizować w 5 minut, jest słabym powodem, aby nie uprawiać konopi. Realny problem, który może się pojawić, jest taki, że wielu domorosłych growerów, nie zna w swojej okolicy innych terenów zielonych poza właśnie tymi, na których można spotkać osoby uprawiające sport lub młodocianych meneli. Ktoś może oburzyć się na nieznajomość okolicy, w której się mieszka, ale pomyśl przez chwilę o miejscach, w których byleś (przypomnij sobie, dlaczego tam byłeś), a także o tych miejscach, w których nigdy nie byłeś (zastanów się, dlaczego nigdy Cię tam nie było). Czy nie było tak, że w pewne miejsca nikt się nie zapuszcza, bo nie ma po co tam chodzić, gdyż nie ma tam absolutnie nic ciekawego? A tak przy okazji: obecność barszczu Sosnowskiego nie jest wyznacznikiem dobrej miejscówki i nawet nie chce wiedzieć, co pali ktoś, komu przyszło do głowy radzić to innym. Klasyczny grzybiarze (nie ci psychodeliczni) odpuszczą sobie wędrówkę przez barszcz, ale uważam, że tak samo powinni postąpić growerzy, nawet ci z zapędami autodestrukcyjnymi. Poza tym rozgarnięci ludzie po ujrzeniu barszczu nie zesrają się ze strachu w gacie i nie postanowią jak najszybciej zapomnieć o takim miejscu; nie zaczną ostrzegać ludzi, aby pod żadnym pozorem nie zbliżali się do tego miejsca. Wręcz przeciwnie – z wielką chęcią poinformują o występowaniu chwastów odpowiednie organy.

Powszechnie doradza się korzystanie z map satelitarnych, ale mają one tę wadę, że to, co z lotu ptaka może wyglądać w porządku, w trzech wymiarach okazuje się całkowicie nieatrakcyjne. To oczywiste, że nie powinno się przynosić sadzonek na miejsce, którego wcześniej nie widzieliśmy poza mapą. Nie oznacza to jednak konieczności robienia listy miejsc, które fajnie wyglądają na płaskim odwzorowaniu, aby sprawdzić jak to wygląda z punktu widzenia przechodnia. Najlepiej wybrać większy obszar, który wydaje nam się odpowiedni (i w który wcześniej mieliśmy już okazję odwiedzić), a następnie po prostu pójść na wycieczkę. Ot tak po prostu; bez pierdolenia. Google Maps może nam się przydać na miejscu w przypadku zgubienia się, ale to my mamy wybrać ostateczną miejscówkę. Technologia nie zrobi tego za nas.

Częstą poradą, z którą możemy się spotkać, jest schowanie ekwipunku nieopodal poletka, tak aby później nie musieć go ze sobą nosić. A ja się pytam: jakiego, kurwa, ekwipunku? Co jest potrzebne na miejscu, kiedy konopie już rosną? Fifka, bibułki, młynek i waga? Coś jeszcze? Zapomniałem o bateriach do wagi? Może zestaw małego chemika, aby co wizytę sprawdzać odczyn gleby? Dziesięć akumulatorów niklowo-metalowo-wodorkowych do latarki wujka, bo przed świtem ciemno jak to przed świtem? Piła grzbietnica oraz wkrętak dynamometryczny, bo może okaże się, że będziemy chcieli zostać na noc i będziemy musieli zbudować sobie chatkę Puchatka, kurwa jego mać? Co to ma być? Pasta o Wojskach Obrony Terytorialnej? Przybywamy do roślin; wyjmujemy z plecaka/torby/torebki bądź krzaków butelkę z wodą albo nawozem, albo wodą z nawozem; lejemy, co mamy lać i idziemy. Żadnych biwaków. Bez opierdalania się czy innego pierdolenia. Miejsce do uprawy konopi to nie miejsce na grilla. Rozumiem, że jeśli bojąc się przypału, możesz nie mieć ochoty zabierać w drogę powrotną saperki, albo doniczki, z której przesadzałeś roślinę (prędzej czy później powinieneś to jednak zrobić, chociażby jakiś czas po żniwach). Jeśli jednak zostawiasz sprzęt w okolicach spota, bo nie chce Ci się go zabierać ponownie w ponad stukilometrową podróż, to zastanów się po co w ogóle Ci jakikolwiek sprzęt, skoro nic nie chcesz na tym spocie robić. Przecież nie sadzisz zioła w tak odległym miejscu, aby jeździć w nie co dwa, trzy dni, lecz aby przesadzić (lub wprost zasadzić wprost w ziemię) i przyjść na sam koniec licząc na szczęście, prawda? Zestaw małego harcerza skitrany w krzakach nie pomoże w szczęściu, jeśli nie będziesz rozsądnie dbał o swoją uprawę. Przychodzenie na gotowe ma sens tylko, jeśli mamy dużo nasion oraz dobrze przygotujemy glebę i zabezpieczenia przed zwierzętami, zwłaszcza innymi niż ludzie. Kolejny truizm: zwierzęta inne niż ludzie nie zostawiają ludzkich śmieci na ścieżkach rzekomo przez nie wydeptanych.

Woda

Czyta się, że dobry spot to taki z bliskim dostępem do wody (naturalnie chodzi o wodę słodką). Mowa tu oczywiście o małych ciekach, gdyż zbiorniki wodne lub większe rzeki przyciągają ludzi szukających wypoczynku albo uprawiających sport, a przecież nie chcemy tłumaczyć się, że z narkotykami nie mamy nic wspólnego, bo jesteśmy sportowcami. Strumień czy inna struga ma nam zapewnić komfort: nie musimy nosić ze sobą wody, której możemy potrzebować na tyle dużo, że jej transport może wiązać się z nadmiernym dla nas wysiłkiem. Wadą są komary i inne owady, które składają jaja nad wodą, ale odstraszenie ich nie jest niewykonalne (poza tym, kto normalny wszedłby w krzaki, widząc nad nimi czarną chmurę aparatów gębowych kłująco-ssących?).

Gdybym spotkał w środku lasu kolesia niosącego dwa pięciolitrowe baniaki (pełne bądź puste) wiedziałbym dokładnie, po co są mu potrzebne. Jeśli planujesz bardziej poletko niż pole, zawsze możesz wsadzić dwie dwulitrowe butelki do plecaka i w przypadku ewentualnej konieczności tłumaczenia się mówić, iż po pierwsze, wodę masz do picia (a potrzebujesz jej dużo, bo się pocisz), a po drugie pełni ona dla ciebie również rolę dodatkowego ciężaru – takie tłumaczenie ma sens, jeśli rzeczywiście wyglądasz na sportowca. Jeśli zatrzymają Cię funkcjonariusze, których doskonale znasz, a oni doskonale znają ciebie z tego, że twój związek ze sportem polega na wyczynowej kradzieży rowerów to, zamiast skutecznym growerem możesz zostać co najwyżej obiektem beki dla dziennikarza, który opisze ciebie i twoje poletko w kronice kryminalnej lokalnej gazetki. Jeżeli planujesz uprawę outdoor i faktycznie ma być to spore przedsięwzięcie, to nie ważne, w jaki sposób poradzisz sobie z dostępem do wody, o ile nie będziesz rzucał się w oczy. Dodam jedynie, że przeprowadzanie na własną rękę irygacji raczej rzuca się w oczy i najprawdopodobniej nie może odbyć się bez negatywnego wpływu na środowisko naturalne, na którym Ci przecież zależy, prawda? Jeśli już mowa o środowisku – dopiero teraz przypomniało mi się, że woda powinna być również wystarczająco czysta. Łatwo o tym zapomnieć mieszkając w miejscu, w którym woda z kranu nie tylko nadaje się do picia, ale również jest relatywnie smaczna. Woda pobierana bezpośrednio ze studni głębinowych nie zawsze nadaje się do wykorzystania w rolnictwie, więc być może musisz znaleźć inny sposób, jeśli na spota wybrałeś miejscówkę niedaleko chałupy babci.

Gleba

Pokrzywy takie jak te są nie tylko dobrym wskaźnikiem, ale mogą również chronić spota przed ciekawskimi (fot. Stefan.lefnaer / Urtica urens sl5 / CC BY-SA 4.0 )

Jeśli wiesz już, w jaki sposób będziesz dostarczał swoim roślinom wodę, powinieneś zastanowić się, w jakiej glebie będą one rosnąć. Pewnie wiesz, że konopie lubią glebę o odczynie lekko kwasowym (niewiele poniżej 7 pH). Niestety, ta idealna występuje w Polsce w mniejszości (wynika to głównie z klimatu, choć na miejscowe występowanie gleb bardzo kwaśnych, które są dla konopi gorsze, niż te lekko zasadowe wpływa również zanieczyszczenie środowiska), stąd w wielu przypadkach występuje konieczność stosowania gotowej ziemi uprawnej, której transport jest trudniejszy niż w przypadku wody (jak wytłumaczysz posiadanie worków z glebą?). Zawsze możesz spróbować zmniejszyć lub zwiększyć pH zastanej gleby na własną rękę.

Kupno ziemi ma tę zaletę, że jej odczyn jest z góry znany i posiada ona wiele pierwiastków potrzebnych roślinom. Jeśli tak jak pewien internauta kupiłeś sto nasion i przeraziłeś się, kiedy przeczytałeś, że będziesz potrzebował ziemi mierzonej w metrach sześciennych, zawsze możesz poszukać spota z uwzględnieniem roślin wskaźnikowych. Ciekawym przykładem są pokrzywy żegawki, które mają dla nas tę zaletę, że nie tylko rosną wyłącznie na glebach zasadowych (w takim przypadku będziemy musieli zwrócić szczególną uwagę na nawożenie), ale również chronią nas przed przypadkowymi spacerowiczami. Roślin wskaźnikowych bytujących w całej Polsce na glebach o odczynie zasadowym jest wiele, a ich listę łatwo znaleźć w sieci. Od siebie dodam jedynie, że jedną z nich jest również mak polny, który może przyciągnąć amatorów innego typu używek oraz policjantów, którzy wydelegowani zostali do tępienia tej rośliny. Jeśli nie nie chcesz bądź nie jesteś w stanie rozpoznać odczynu gleby (à propos w lesie iglastym gleba jest zbyt kwaśna dla konopi, ale przecież w tym samym miejscu można chociażby zastąpić ją gotowcem), którą zamierzasz wykorzystać, zawsze możesz skorzystać z gotowych mierników, które możesz znaleźć w sieci lub sklepach „dla rolników” bądź „dla chemików”, choć mam wątpliwości czy osoba, która nie potrafi nauczyć się rozpoznawania kilkunastu roślin, będzie w stanie użyć takiego zestawu w poprawny sposób.

„Teren prywatny”

Ten fragment zacznę od komunału: głupota ludzka nie zna granic. Jeśli nieznajomość prawa byłaby usprawiedliwieniem, to żylibyśmy w bardzo ciężkich czasach, w których na poważnie musielibyśmy się zastanawiać, czy ktoś żartuje, mówiąc, że nie wiedział, iż nie wolno mu czegoś lub na serio myślał, że coś mu wolno. W związku z tym, że konopie i ich życie jako organizmów jest kontrolowanie przez prawodawstwo, powstało wiele mitów na temat marihuany, które rozpowszechniane przez jej konsumentów dają społeczeństwu zniekształcony obraz amatorów roślin z rodziny Cannabis L. To samo dotyczy przepisów prawa w ogóle. Pozdrawiam kolesia, który łudził się, że nie można zostać w tym samym dniu ukaranym po raz kolejny za to samo wykroczenie. Z taką mentalnością jego życie musi być bardzo ciężkie.

Napiszę to wprost: tabliczka z napisem „ZAKAZ WSTĘPU” nie ochroni Cię przed niczym, jeśli zawiodą inne czynniki, z których najpoważniejszym jest absolutnie nieprzewidywalny czynnik ludzki.

W tym momencie przypomniał mi się film Przed egzekucją, w którym postać grana przez Seana Penna wykorzystuje meandry amerykańskiego prawa, aby uspokoić swoje ofiary na chwilę przed zabójstwem. Cóż, widząc dwóch facetów z bronią, w środku lasu, do którego przyjechałem spędzić miło czas z partnerką, czułbym się o wiele spokojniej, gdybym od jednego z nich usłyszał, że jest to teren prywatny – teren prywatny, więc mamy sobie iść i wszystko będzie spoko, prawda?

Tabliczki oraz zabezpieczenie takie jak te sugerują, że właściciel nie życzy sobie na swoim terenie postronnych przechodniów (fot. Ian Paterson / Gate to north of Green Man Wood / CC BY-SA 2.0)

Rozważmy dwa przypadki. W pierwszym sadzimy konopie na „terenie prywatnym”, którego jesteśmy właścicielami (bądź współwłaścicielami) albo posiadaczami tj. jesteśmy najemcą, dzierżawcą lub osobą, której nieruchomość użyczono (użyczenie występuje wtedy, kiedy korzystamy z czyjejś rzeczy nieodpłatnie – nie ma tutaj znaczenia to, czy spisaliśmy umowę, bo np. kupując w kiosku bletki, również zawieramy umowę, tyle że ustną). W drugim zaś przypadku konopie sadzimy na „terenie prywatnym”, z którym nie mieliśmy wcześniej nic wspólnego oraz którego stan prawny nie jest nam najczęściej znany. Zauważmy, że poruszamy się jak na razie na gruncie prawa cywilnego. Dla prawa karnego stan prawny terenu nie jest istotny. Czy ktoś na poważnie myśli, że policjanci wysłani do sprawdzenia potencjalnego spota zrezygnują, bo zobaczą tabliczkę obok dziury w siatce? Nie wiem, co trzeba mieć w bani, aby myśleć, że tabliczka obwieszczająca „zakaz wstępu” uchroni nas przed wizytacją służb mundurowych, skoro nie jest ona przeszkodą dla amatorów konopi szukających miejsca na spota, lub złodziei konopi szukających cudzych spotów. Akurat dla tych ostatnich przewidziano osobny przepis karny w aktualnej Ustawie o przeciwdziałaniu narkomanii (ciekawi mnie czy przepis został stworzony z myślą o policjantach, którzy nie oddają wiadomych substancji do magazynku):

Art. 64. 1. Kto zabiera, w celu przywłaszczenia, środki odurzające, substancje psychotropowe, nowe substancje psychoaktywne, mleczko makowe lub słomę makową, podlega karze pozbawienia wolności od 3 miesięcy do lat 5.
2. Jeżeli przedmiotem czynu, o którym mowa w ust. 1, jest znaczna ilość środków odurzających, substancji psychotropowych, nowych substancji psychoaktywnych, mleczka makowego lub słomy makowej, sprawca, podlega karze pozbawienia wolności od roku do lat 10.
3. Tej samej karze podlega, kto kradnie z włamaniem środki odurzające, substancje psychotropowe, nowe substancje psychoaktywne, mleczko makowe lub słomę makową.
4. W wypadku mniejszej wagi, sprawca podlega grzywnie, karze ograniczenia wolności albo karze pozbawienia wolności do roku.

Rzeczywiste życie w Polsce nie przypomina filmu wyprodukowanego w Stanach Zjednoczonych. Zapomnijmy o nakazach przeszukania itp. bo taki nakaz, zgodnie z przepisami, zawsze można uzyskać po fakcie. Pamiętajmy natomiast o tym, że taki nakaz potrzebny jest do pokonania zabezpieczeń, więc np. wyważenia drzwi (z jednym wyjątkiem, który nie ma związku z narkotykami). Do wejścia na nieogrodzoną działkę nie jest potrzebne żadne postanowienie prokuratora. Sami również możemy wejść na taką działkę i nie będzie to żadnym „włamaniem” o ile, chociażby nie przeskoczymy ogrodzenia w celu kradzieży. Podobnie „włamaniem” na konto na portalu społecznościowym nie jest zalogowanie się, o ile znamy hasło bądź korzystanie z konta w przypadku, kiedy jego użytkownik się nie wylogował. Może to oczywiście wyczerpywać znamiona innych przestępstw, bo nawet jeśli listonosz przypadkowo wrzuci do naszej skrzynki list adresowany do sąsiada, to nie mamy prawa go otworzyć. Zasadniczo polskie prawo nie zna takiego pojęcia jak „włamanie” – jest jedynie „kradzież z włamaniem”. Co jednak zrobić, gdy spotkamy na swojej drodze właściciela bądź osobę, która się za niego podaje lub legitymuje się jego mocodawstwem? Jeśli zostaniemy poproszeni o opuszczenie ogrodzonego terenu, to powinniśmy niezwłocznie dostosować się do takiej prośby – w innym przypadku dokonamy przestępstwa naruszenia miru domowego opisanego w Kodeksie karnym:

Art. 193. Kto wdziera się do cudzego domu, mieszkania, lokalu, pomieszczenia albo ogrodzonego terenu albo wbrew żądaniu osoby uprawnionej miejsca takiego nie opuszcza, podlega grzywnie, karze ograniczenia wolności albo pozbawienia wolności do roku.

Przy okazji: schowajcie swoje cwaniakowanie do kieszeni – potoczenie mówi się o naruszeniu miru domowego, ale treść przepisu nie wspomina, aby odnosił się on wyłączenie do budynków, nie mówiąc już o budynkach mieszkalnych, jak niektórzy chcieliby to widzieć. A co w przypadku terenu nieogrodzonego? Zgodnie z Kodeksem wykroczeń:

Art. 157. § 1. Kto wbrew żądaniu osoby uprawnionej nie opuszcza lasu, pola, ogrodu, pastwiska, łąki lub grobli, podlega karze grzywny do 500 złotych lub karze nagany.
§ 2. Ściganie następuje na żądanie pokrzywdzonego.

Wróćmy jednak do prawa cywilnego: faktem jest, że większość outdoorowych upraw odbywa się poza wiedzą właścicieli nieruchomości. Ktoś w końcu musi byś właścicielem lasu, który wybraliście na swojego spota, niezależnie od tego, czy jest nim Nowak, Kowalski, samorząd czy Skarb Państwa (w tym przypadku reprezentowany przez Lasy Państwowe). Jeżeli na ogrodzeniach widzimy jakiekolwiek tabliczki, powinniśmy być podwójnie ostrożni, potrójnie zaś jeśli jest to tabliczka z logiem firmy ochroniarskiej. Maksymalny czas przyjazdu ekipy interwencyjnej wynosi 15 minut w dzień oraz 5/10 minut w nocy (chyba, że firma lubi płacić umowne kary – w przypadku budynków TVP są one tak duże, że dana epika po prostu zawsze czeka w okolicy budynków), czyli o wiele szybciej niż policyjnego patrolu, który nierzadko wyjeżdża po tym jak sprawcy spokojnie oddalą się z miejsca zdarzenia. Wiele firm zatrudnia podwykonawców, więc jeśli delegujesz kogoś do stania na przypale, to niech ta osoba wypatruje wszystkich samochodów, nie tylko tych obklejonych logiem przedsiębiorstwa. Poprawnie wyszkolony ochroniarz położy na ziemię każdą osobę zastaną na obszarze objętym ochroną, nawet jeśli chodziłoby o kobietę, która wróciła z dziećmi z zakupów i przez przypadek uruchomiła nadajnik. Część klientów korzysta jedynie z usługi monitoringu – w zależności od rodzaju umowy operator takiego monitoringu może od razu zadzwonić pod 997. Gdyby potencjalny spot bardzo mi się podobał, to zerwałbym te tabliczki na dłuższy czas przed przesadzeniem, aby sprawdzić, co się stanie, ale niewielka to wskazówka. Fakt, iż tabliczka wygląda na starą, również o niczym nie przesądza. Jeśli bardzo chcesz się bawić w detektywa, możesz sprawdzić stan prawny nieruchomości w księgach wieczystych. Znając numer księgi, możesz zrobić to online na stronie Ministerstwa Sprawiedliwości. Skąd go jednak uzyskać?

Tutaj zaczynają się schody. Teoretycznie nie jest on tajemnicą i wystarczy poprosić o wypis z ewidencji gruntów, do tego potrzebujemy jednak interesu prawnego, czyli przekonującego powodu. W wielu urzędach takim powodem może być chęć zakupu nieruchomości. Sam jednak spotkałem się z odmową, moim zdaniem absolutnie krzywdzącą, w przypadku, w którym chodziło o sprawę spadkową. Według urzędniczki zgłosić mogłem się dopiero z wyrokiem w ręku, co w trochę innych okolicznościach mogłoby skończyć się błędnym kołem. Na szczęście w Polsce żyje wielu przedsiębiorczych ludzi, a niektórzy z nich postanowili sprzedawać numery ksiąg wieczystych przez internet. W moim przypadku kosztowało to 40 zł i wymagało podania adresu nieruchomości. Pewne informacje zawarte w księdze mogą wskazywać nam, że nieruchomość została porzucona i nikt się nią nie interesuje. Przede wszystkim mam tutaj na myśli niemodne imię właściciela (i nie chodzi mi tutaj o to, że Brajan wypiera Tomasza, lecz o Konstantego i Ildefonsa wypartych przez Tomasza i Brajana) połączone z odległą datą nabycia nieruchomości. Dla mnie byłoby to oczywistą wskazówką, iż właściciel prawdopodobnie nie żyje, a jego spadkobiercy nadal nie dogadali się co do spadku i jego podziału lub nie zależy im na oficjalnym dogadaniu się (uwierzcie mi, takie sprawy trwają, zwłaszcza jeśli nie ma się pieniędzy, latami, więc prawdopodobnie macie co najmniej sezon względnego spokoju), albo po prostu nie można ich zlokalizować. Nie znaczy to oczywiście, że na taką działkę nikt poza nami nie wejdzie (nawet jeśli jej stan prawny nie jest uregulowany), ale pozwala przypuszczać, że w fazie wzrostu nie wjadą tam maszyny wynajęte do zrównania terenu (choć użytkowanie cudzej nieruchomości bez wiedzy właściciela wcale mnie nie dziwi – wszakże tak wygląda większość upraw outdoorowych).

Tyle, jeśli chodzi o drugi przypadek; wróćmy do pierwszego. Napiszę raz jeszcze: tabliczka z napisem „ZAKAZ WSTĘPU” nie uchroni Cię przed konsekwencjami, zwłaszcza po ostatniej nowelizacji prawa łowieckiego. Nawet jeśli ktoś rzeczywiście wtargnie na twoją nieruchomość, to nie zmniejszy to twojej odpowiedzialności za produkcję narkotyków. W dupę wsadź sobie „nielegalne pozyskanie dowodów” itp. Policyjne śmigłowce i drony z kamerami termowizyjnymi (nawet jeśli akurat szukają ludzi, to ich operatorzy niekoniecznie zignorują teoretycznie pustą stodołę, w której ewidentnie coś się dzieje, choć podobno tydzień temu przy przeszukaniu stała pusta) nie znają pojęcia granic geodezyjnych, co powinieneś brać pod uwagę, jeśli twoje plany wykraczają poza kilka automatów porozrzucanych pośród krzaków. Jest to zresztą najbezpieczniejszy sposób uprawy, gdyż zdemaskowanie jednego spota nie jest zakończeniem całego przedsięwzięcia. Dwa, trzy krzaki zostaną zerwane, natomiast dwadzieścia zostanie objęte obserwacją do samego końca.

Podsumowanie

Bezpieczny spot to taki, o którym nie wie nikt poza samymi growerami. Wydaje się to oczywiste, ale łatwo o tym zapomnieć chwaląc się przed znajomymi faktem istnienia poletka. Może nam się wydawać, że dbamy o bezpieczeństwo, nie ujawniając lokalizacji naszej miejscówki, ale nieodwracalny błąd popełniamy już w momencie, w którym dzielimy się z innymi swoimi planami. Jutro idę sprawdzić co u dziewczynek – tego typu oświadczenie możesz składać przed wspólnikiem w przestępstwie polegającym na produkcji narkotyków, ale nie przed ziomeczkiem, z którym jedynie spotykasz się przy piwku i joincie. Myślisz, że nie znajdzie się nikt, komu chciałoby się ciebie śledzić? Życzę powodzenia! Pewnie wiesz, że na spota chodzi się w nocy (tzn. przed wschodem Słońca powinieneś byś już na miejscu), ale nie wiem, czy zdajesz sobie sprawę ilu osobom spacer, o takiej porze (lub jakikolwiek spacer w danej okolicy) może wydać się podejrzany. Nigdy nie wiesz, kto z twojego otoczenia okaże się złodziejem lub konfidentem, dopóki nie spotka Cię coś złego, a wtedy najczęściej jest już za późno. No, chyba że niedoszli złodzieje sami będą chwalić się tym, że w okolicy znaleźli rosnące ziółko, co uratowało pierwszą uprawę, w której brałem udział.

Kącik muzyczny

Comson to reprezentant podziemia pochodzący z Sanoka. Bardzo dobry zawodnik, ale nie robi niuskulowego gówna, więc nie mogę napisać, że jest sławny w całej Polsce. Warto znać jego twórczość, jeśli lubi się rap oraz tak jak on jest się aktywistą konopnym. Najważniejsze założenia tego wpisu można streścić przy pomocy dwóch jego kawałków (jeden nagrał z Dziabsonem, który również stroni od tekstów-farmazonów; plastikowych beatów i kwadratowego flow).

Tekst napisany jako prezent dla E. z okazji 25. rocznicy urodzin.


0 Komentarzy

Dodaj komentarz

Avatar placeholder

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.