Wstęp

Problem z marihuaną jest taki, że jej posiadanie w Polsce jest de facto zabronione. Skąd uzyskać dostęp do zakazanego środka? Drogi są trzy: nielegalna (kupić zioło na czarnym rynku lub uprawiać je samodzielnie), legalna (brać udział w eksperymentach, których częścią jest konsumpcja konopi) oraz półlegalna (zaopatrzyć się w trawę u służb mundurowych). O dostępności legalnej opcji na terenie Polski słyszałem tylko raz, ale nie pochylałbym się zbytnio nad tym tematem, bo legalna plantacja została zniszczona przez Policję. Opcję półlegalną zdecydowanie odradzam, chyba że Twój brat jest oficerem Policji, który podczas konfiskaty pozwolił sobie pobrać „prowizję” (choć jest to moralnie naganne, to pozostaje to jednak jedną z najbezpieczniejszych opcji). W innym przypadku możesz spodziewać się wizyty smutnych panów, niekoniecznie reprezentujących Państwo. Najlepszą drogą jest uprawa na własne potrzeby, ale wielu konsumentów odrzuca ją z przyczyn logistycznych (lokatorzy o negatywnym nastawieniu do konopi przy utrudnionym dostępie do odpowiednich terenów uprawnych), społecznych (strach przed karą większą niż za posiadanie lub strach przed naliczeniem, tzn. haraczem dla grupy przestępczej za utraconą korzyść) lub finansowych (własne zioło to zabawa, która szybko się zwraca, lecz nie jest w 100% pewna oraz trudno się za to zabrać bez jakichkolwiek pieniędzy). W takim wypadku pozostaje nam zaopatrywać się w uliczne zioło ze wszystkimi tego konsekwencjami.

Dilerów podzieliłbym na trzy grupy:

  1. „Prawdziwi” – stereotypowe ciemne typy, dla których handel narkotykami jest stałym źródłem utrzymania. „Utrzymanie” może być w tym przypadku szeroko rozumiane. Jeden może zmieniać samochód co kilka miesięcy; inny diluje, ponieważ czuje się zobowiązany do kupowania pieluch i mleka w proszku dla dziecka.
  2. „Dorabiacze” – dorabiają do podstawowego zajęcia. Jednym pozwala związać koniec z końcem, innym daje możliwość grubych weekendowych melanży.
  3. „Pomagacze” – jest ich najwięcej. Nie można powiedzieć, że jest to ich praca, lecz dla mediów nadal są krwiożerczymi dilerami. Ktoś pomaga, bo:
    1. we własnym zakresie kupił większą ilość, nie robiąc sobie z tego źródła utrzymania (co najwyżej sposób zwrotu kosztów za towar przez siebie wykorzystany) albo
    2. pośredniczy pomiędzy swoim dilerem a kumplem, ew. przed zakupami na własny użytek zbiera zamówienia wśród znajomych.

Znajdź dilera

Niestety, jeśli nie znasz nikogo, kto miałby dostęp do nielegalnych konopi (kogoś o kim wiesz, że jara lub diluje) pozostaje Ci jedynie samodzielna uprawa. Zdecydowanie odradzam podchodzenie na ulicy do obcych ludzi, którzy zostali wybrani przez Ciebie z uwagi na wygląd lub inne zwodnicze cechy. W najgorszym przypadku trafisz na policjanta lub konfidenta, który bardzo chętnie Ci „pomoże”. W najlepszym zaś stracisz pieniądze (być może nie tylko te, które postanowiłeś przeznaczyć na zakupy). Jeśli już kiedyś jarałeś, bo ktoś na imprezę przyniósł zioło, to zacznij od tej osoby. Pamiętaj jednak, że możesz spotkać się z nieufnością, o ile nie znasz tego kogoś wystarczająco dobrze. Jeżeli nie ma między Wami wystarczającego zaufania, możesz zostać potraktowany jako policyjny współpracownik (albo lamus do oszukania). Zaufanie to podstawa w tym biznesie i wszyscy są podejrzliwi. Najlepiej pytać osobiście, ale nie na parkingu przed sklepem, kiedy Twój kumpel wychodzi razem z rodzicami (lub żoną i dziećmi). Nawet nie próbuj dzwonić lub wysyłać wiadomości w stylu: Siemanko, dostałem Twój numer od Seby, jeśli wiesz, że Seba nie uzyskał wyraźnej zgody dilera na przekazanie kontaktu. W innym przypadku będziesz musiał szukać nowego źródła tak samo, jak Seba (który ewentualnie zostanie jeszcze wyjebany na hajs podczas kolejnej, a zarazem ostatniej transakcji). Wiele osób panicznie boi się inwigilacji, dlatego stosują slang, który miałby zmylić funkcjonariuszy – najpopularniejsze określenie, które przychodzi mi do głowy to „pomoc”, która w tym przypadku oznacza pomoc w nabyciu (Masz jak pomóc?Pomagasz dzisiaj?). Oczywiście Policja doskonale zna te określenia, ale wiele osób nadal myśli, że używanie slangu ochroni ich przed zarzutami. Jeśli odpowiednie służby usłyszą w rozmowie o kupnie pięciu głośników, a prokurator stwierdzi, że jest to wystarczający powód do przeszukania, to sądu nie będzie obchodziło, że rozmawialiście o głośnikach, jeśli w protokołach przeczyta, że u Ciebie znaleziono niecałe pięć „głośników”, a u kolegi ponad pięćdziesiąt wraz z ich „manufakturą”. Powtórzę jeszcze raz: jeśli podejdziesz do obcej osoby i zapytasz, czy ma do sprzedaży marihuanę (nie jest istotne, w jakie słowa to ubierzesz) musisz założyć, że osoba ta weźmie od Ciebie pieniądze, pójdzie i już nie wróci (albo wróci z jakąś lebiodką). Z tego miejsca chciałbym podziękować nieznajomemu kolesiowi, który poczęstował mnie odrobiną trawy w zamian za odrobinę tytoniu, bletkę i filtr, kiedy kręciłem sobie papierosa przed wejściem do jednej z nielicznych knajp w moim rodzinnym mieście. Byłem pozytywnie zaskoczony jego wyluzowaniem.

Przygotuj pieniądze

Trudno rozmawiać o pieniądzach, bo nikt nie chce wyjść na skąpca (Dobra, za taką ilość/cenę mogę dać ci tyle). Nie wiem, jak ukształtowane są ceny zioła w twoich okolicach. W moich, w czasach kiedy zaczynałem palić, było to 30 zł/szt. (o tym ile wynosi sztuka, piszę poniżej), które w ciągu kilku lat wzrosło, tuż przed Euro 2012, do 50 zł/szt. Siła nabywcza spada. Cena to ostatecznie kwestia rozeznania i asertywności. Większą ilość (np. 10 szt.) powinieneś dostać za mniejszy hajs, ale nie ma na to reguły. Tu nie ma uczciwej konkurencji, trzeba więc dokonywać przemyślanych wyborów, czasami idąc na kompromis. W ostatnim tygodniu paliłem dwa tematy. Wzorowe czeskie zioło za 30 zł/szt. (nie to, które zostało przedstawione na fotografii) oraz wcześnie ścięte wschodniopolskie za 40 zł/szt. To drugie świadomie sprzedawano poniżej ceny powszechnie obowiązującej ze względu na widoczne defekty (chociaż moim zdaniem powinno kosztować trzy dychy mniej). To pierwsze mógłbyś dostać za pięć- a może nawet sześć-zero. Musisz nauczyć się wyczucia, kiedy możesz się targować. Zioło pokruszone, zmielone jest warte mniej niż w topach (czyli całych kwiatostanach), a zioło zbyt świeże (wilgotne, pachnące nieokreśloną zieleniną) jest mniej wartościowe od zioła niezbyt wysuszonego, wilgotnego od żywicy. I pamiętaj o najważniejszym: tylko gotówka i tylko banknoty. Nikt nie lubi nosić ze sobą kupy drobniaków, poza tym diler najpewniej przeznaczy otrzymane przez Ciebie pieniądze na rozliczenie się z pobranego towaru, za który będzie musiał zapłacić (banknotami). Fanty (nierzadko pochodzące z kradzieży) to domena amatorów dopalaczy. Wymiana smartfona Twoich rodziców (bo wszakże oni za niego zapłacili, nieprawdaż?) na sztukę zioła może być kusząca, ale żadnemu dilerowi nie chce się bawić w gonienie tego gówna, zwłaszcza jeśli Twój ojciec ma później rozpoznać Twój „zgubiony” telefon w witrynie lombardu. Wszystko zależy oczywiście od okoliczności. Są dilerzy, którzy nie pogardzą bezprzewodowymi słuchawkami Marshalla w zaplombowanym pudełku, jeśli akurat myśleli o zakupie słuchawek. Zastanów się dwa razy, zanim zaproponujesz seks oralny czy coś w tym stylu. Wystarczająco rozsądny diler natychmiast wyczuje podstęp, nawet jeśli nie jest to częścią Twojego planu. Perspektywa przeruchania jakiejś małolatki wydaje się atrakcyjna, ale nikt nie chce czytać zeznań czyjejś matki w stylu: Nie dość, że handluje, to w dodatku zgwałcił/zapłodnił mi córkę. Staraj się nie pytać również o wzięcie w kredo. Nie jest to zbrodnia, ale nie jest również mile widziane. Być może diler musi się niebawem rozliczyć (tzn. oddać pieniądze za towar, który wziął i pobrać kolejną partię), więc Twoja zwłoka w spłacie stawia go w niekorzystnej sytuacji.

Analiza ilościowa i jakościowa

Łodygi o masie 0,1 grama podczas ważenia

To tylko łodygi

Zioło sprzedaje się na sztuki. Ile wynosi sztuka? Dla każdego, wedle własnego doświadczenia, co innego. Najuczciwiej byłoby, gdyby równa była jednemu gramowi, ale najczęściej tak nie jest. Jeśli kupujesz zioło od kogoś, kto nie był zaangażowany w jego uprawę, jesteś jedynie kolejnym ogniwem łańcucha handlowego. W takim przypadku możliwe są dwie ogólne sytuacje:

  1. ktoś kupił większą ilość (np. 50g w cenie 30 zł/g) i sprzedaje z zyskiem w cenie np. 50 zł/g albo
  2. ktoś kupił pewną ilość w cenie np. 50 zł/g i sprzedaje za tę samą cenę mniej niż 1g.

W drugim przypadku zostajesz po prostu przycięty, choć może mieć to miejsce niezależnie od tego, od kogo kupujesz oraz jak wyglądają jego interesy. Czasami trzeba się z tym pogodzić, zwłaszcza jeśli ktoś specjalnie dla Ciebie poświęca trzy godziny, aby spotkać się ze swoim dostawcą. Przykra prawda jest taka, że na rynku najczęściej można spotkać sztuki 0,5g i ten chorobliwy stan rzeczy jest akceptowany przez nieświadomych użytkowników. Najlepiej byłoby po prostu użyć wagi, ale może się to spotkać z dezaprobatą (Nie wierzysz mi?), tym bardziej że nie zawsze istnieją warunki dogodne do zważenia towaru. Ogólnie samo posiadanie wagi jest przypałowe, gdyż jest świetnym dowodem zmieniającym kwalifikację czynu z to tylko na własny użytek na jestem dilerem. Analiza wzrokowa jest trudna, zwłaszcza dla początkujących. Liście są bez większej wartości, tak samo jak łodygi, ale oba organy są naturalnymi elementami topów (tak samo jak mięso z kością, ale nie daj sobie wcisnąć kości ze strzępami mięśni i ścięgien). Ogólnie zioło lekko wilgotne, lepkie od żywicy jest w porządku, ale zioło zbyt mokre już nie (niczym mokry tytoń w żołnierskim przydziale). Nie zdziw się, jeśli ktoś zaoferuje Ci zioło lepkie, ale od wody z cukrem, która ma zwiększyć ciężar. Zioło zbite w twardsze topy jest spoko, ale podobna objętość luźnych kwiatostanów nie jest. Z doświadczenia mogę powiedzieć, że sztuka po zmieleniu powinna dawać około dziesięciu wbit do fifki (i nikt mi tutaj, kurwa, nie wmówi, że wbita wbicie nierówna – tak mówią lamusy wypierdalane na wadze) – fotografia przedstawia 10 gramów marihuany (waga została starowana; masa osłonki wagi wynosi 12,65 gramów). Jeżeli po zakupie dojdziesz do innego wniosku, to powinieneś się zastanowić, co jest nie tak z tematem, który kupiłeś. Sposobów na zwiększenie ciężaru jest wiele. Można powiedzieć, że zależy to od inwencji dilera, ale mimo wszystko temat w topach trudniej jest zafałszować (dosypując piasku lub innego gówna). Trudno opisać jak powinno wyglądać prawilne zioło. Jeśli wśród tylu wizerunków marihuany w teledyskach i filmach ktoś daje sobie wcisnąć majeranek (albo coś w stylu Turnera diffusa Willd. J lub Althaea officinalis L.) z syntetycznymi kannabinolami to – mimo mojej szczerej niechęci do darwinizmu społecznego – jest to również wina kupującego. Gorzej, że można trafić na zioło spryskane jakimś syfem (np. lakierem do włosów lub spulchniaczem typu BRIX, dzięki któremu liche topki wydają się w porządku). Jeżeli po spaleniu zioła pozostaje trudny w rozdrobnieniu popiół, powinna zaświecić się nam czerwona lampka. Mimo wszystko zawsze znajdą się osoby, które zachwalają Komandosa (dobry – słodki) oraz hejtują dobre merlot (bo to jakieś gówno, tego się nie da pić). Niczym pewien koleś, który wolał maczanę od swojego dilera przed którym, notabene, spierdolił, zamiast świeżo wysuszonego Super Skunka (Bo to jakaś samosieja jest).

 

Kącik muzyczny

Kawałki pesymistyczne, ale sentymentalne. Płyty „Skandal” (1998) i „We własnej osobie” (2002) to bestsellery warszawskiego rapu. Nigdy nie zapominaj, że ujawnienie przez służby porządkowe posiadania marihuany najczęściej kończy się pobiciem, zdemolowaniem mieszkania (albo dwóch, jeśli nie jesteś zameldowany w miejscu zamieszkania) i pozbawieniem wolności z warunkowym zawieszeniem wykonania kary.

Kategorie: EsejePoradniki

0 Komentarzy

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.